Link jest prezydentem

Link jest prezydentem

Marketerzy treści twierdzą, zgodnie z dewizą „content is king”, że zawartość jest najważniejszym czynnikiem strategii widoczności. Frazes ten przewija się również w wypowiedziach wydawców i webmasterów. Czy tak jest w istocie?

Okazuje się, że niektórzy używają metafor bezmyślnie, nawet nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. Pierwszeństwo użycia tej frazy przypisuje się często mylnie Billowi Gatesowi, ale jest ona znacznie starsza. W 1914 roku wyrażenia użył historyk Aubrey Wyatt Tilby. Wyraz „treść" nie określał wtedy tekstu, materiału audio czy wideo, ale miał inne znaczenie, które znamy jako „być ukontentowanym", „zadowolonym". W dzisiejszych czasach może się to wydawać pozytywnym wyrażeniem, jednak dawniej miało wydźwięk pejoratywny, znaczyło raczej powściągliwość, a nawet stłumienie i zmuszenie do posłuszeństwa. Historycznie było użyte już przez Brytyjczyków, aby uzyskać wrażenie, że ważna jest satysfakcja chłopów, a tak naprawdę zapobiec wybuchowi buntu przeciwko niesprawiedliwości królestwa. Tak więc content jest tym, co zawiera się w czymś.

“Content is king” dla zarabiających na tym

W latach 90. XX wieku idiom ten został użyty w nowym kontekście przez przedstawicieli konglomeratów takich jak News Corporation czy Microsoft, aby wytłumaczyć, że korporacje muszą zarabiać na szeroko pojętej treści.

Obecnie największym popularyzatorem sloganu jest Google, który zachęca do tworzenia wartościowej treści w celu odniesienia sukcesu w sieci. Intrygujący jest fakt, że firma, która w ogóle nie tworzy contentu na dużą skalę i używa go tylko jako jeden spośród setki czynników przy selekcji wyników wyszukiwania, tak chętnie przekonuje, aby tworzyć go więcej.

Zarówno Microsoft, jak i News Corp inwestują duże pieniądze w kreowanie treści. Pierwszy z nich tworzy choćby MSN, zaś drugi to wielka korporacja mediowa obejmująca stacje telewizyjne i prasę. W opozycji, Google nie zatrudnia twórców treści. Firma ta polega na osobach trzecich, którzy tworzą dla niej treści, a ona się na tym wzbogaca.

Treść jest królem nie tylko dlatego, że satysfakcjonuje ludzi. Można na niej również zbić fortunę, co uszczęśliwia szychy przedsiębiorstw na tym zarabiających. Podobnie jak chłopi w Brytyjskiej Ameryce Północnej byli zadowoleni żyjąc w skrajnej nędzy, bo „content is king", tak twórcy tekstów zadowalają się swoją pensją, podczas gdy to ci, którzy przejmują i rozpowszechniają ich zawartość, „podatkując” ją przy tym reklamami, zbijają największą kasę. Więc następnym razem, gdy usłyszysz „content is king” albo coś innego „is king”, upewnij się, że wiesz skąd pierwotnie pochodzi monarchia oraz kto chce ją utrzymać.

Bez hiperłączy tekst śmierdzący

Dla nas link to po prostu opcjonalny składnik widoczności treści. Jest wiele przypadków, w których nie ma potrzeby dogłębnego opisywania, tłumaczenia, czasem wręcz jakakolwiek zawartość jest zbędna. Ludzie chcą tylko rzucić na coś okiem, kliknąć przycisk „kup teraz” i odhaczyć to na swojej liście „do zrobienia”. W tradycyjnych sklepach nikt nie czyta kolumny tekstu przed dokonaniem zakupu. W wielu środowiskach kreowanie zawartości to opcjonalny wysiłek potrzebny tylko po to, aby usatysfakcjonować najpopularniejszą wyszukiwarkę. A firma ta potrzebuje dobrych treści, aby zwabić ludzi do swojej listy wyników wyszukiwania, umieścić wewnątrz swoje reklamy i w ten sposób zarobić. Główna oferta Google to lista linków. Firma uzyskała tak spektakularny sukces dlatego, że parę lat temu zapewniła najlepszy wybór hiperłączy. Inne wyszukiwarki w międzyczasie mogły stać się lepsze, ale nikogo już to nie obchodzi, bo każdemu weszło już w nawyk używanie Google.

Czemu więc Google nie rozpowszechnia sloganu „link is king”, które nawet się rymuje? Przecież ich oferta skupia się na linkach.

Link nie jest królem

Linki to nie wszystko, co tworzy sieć. Gdyby tak było, to niepowiązane dokumenty znajdowałyby się bezczynnie na serwerach. Linki są również demokratyczne. W dzisiejszych czasach to ludzie decydują, co jest popularne i cieszy się powodzeniem poprzez linkowanie lub nie. Większość ludzi pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że linkują. Dziś nie potrzeba do tego znajomości języka HTML tak jak w czasach początku Internetu. Każde polubienie w mediach społecznościowych to tak naprawdę hiperłącze.

Popularyzatorzy sloganu „is king” powinni zastanowić się nad tym, dlaczego w historii tak wiele monarchii zostało obalonych. Nie znaczy to, że demokracja jest ustrojem idealnym. Mamy prawo do wyboru reprezentantów, a potem winniśmy siedzieć cicho. Nie mamy bezpośredniego wpływu na rzeczywiste decyzje w inny sposób niż protestując na ulicach. W sieci jest inaczej, oddajesz swój głos za każdym razem, gdy polubisz lub zamieścisz hiperłącze do strony.

Link jest prezydentem

Czy ten slogan jest lepszy? W rzeczywistości intencją nie jest jeden link, lecz wiele. Również nie chodzi o jedną osobę, nawet nie w metaforycznym sensie przywódcy, ale o mnóstwo ludzi, którzy podejmują decyzje każdego dnia. Tak więc zacząć należy od odbiorców. Trzeba rozważyć, kto jest w stanie linkować i dzielić się treścią, a wtedy zacząć ją tworzyć, gdy to konieczne. Link czy polubienie to głos. Warto o tym pamiętać, kiedy będziesz wybierać do czego linkujesz lub co polubisz.

Na początku maja Matt Cutts ogłosił, że linki będą istotne przy ocenie stron internetowych co najmniej jeszcze przez kilka lat. Jednak wraz z upływem czasu hiperłącza mają stawać się coraz mniej istotne, na rzecz wzrostu rozpoznawalności autorów treści oraz lepszego dopasowania do wyszukiwania kontekstowego. Pokazuje to, że z czasem to content wzmocni swoja pozycję, a linking pozostanie wręcz pominięty. Powodem jest nie tyle spam linkowy, ale również to, że liczba linków do witryny nie jest najlepszym wyznacznikiem wartości pojedynczej strony do określonego zapytania.

Podsumowując, ważna jest zarówno treść jak i linki. Jeśli witryna jest nastawiona na informowanie użytkowników, to zawartość jest istotna. Jednakże nawet jeśli artykuł będzie profesjonalny, to na chwilę obecną taka strona nie zajmie czołowych pozycji w wyszukiwarkach bez odpowiedniego linkowania. Zatem unikalna i sensowna treść jest ważna, ale nie wystarczy. Pod kątem marketingowym zawartość ma znaczenie kluczowe, bo tylko ciekawa i użyteczna może sprawić, że internauci zainteresują się witryną, zostaną na niej dłużej, a w przyszłości wrócą. Dobrze jest również umieścić w serwisie funkcjonalności, które ułatwią czytelnikowi polecenie go czy podzielenie się treścią w nim zawartą z innymi, a także komentowanie. Obok głównej zawartości w wielu przypadkach powstaje dyskusja, która rozwija główną treść, powodując że dana strona jeszcze bardziej zyskuje na unikalności i niepowtarzalności. Możliwość komunikacji na witrynie zwiększa czas pobytu użytkownika, ilość odsłon oraz wskaźnik powracalności na daną stronę. Budowa i nawiązywanie relacji z osobą odwiedzającą powoduje wzrost rozpoznawalności marki i zwiększenie zaufania i lojalności, przez co odnotowany jest również wzrost sprzedaży.

Komentarze:

comments powered by Disqus